Skip to main content

Gofry na słono i pikantnie

Słodkie gofry uwielbiam. Jak zapewne w większości z Was tak i we mnie przywołują wspomnienie pięknego lata. Gofry zwane też przez wielu goferami to był zawsze mój ukochany słodki grzeszek w trakcie wakacji nad Bałtykiem. Do teraz kiedy staję przed budką z tymi słodkościami dostaję oczopląsu, ślinotoku i pomylenia zmysłów. Nie wiem, czy chcę z dżemem, czy z dżemem i bitą śmietaną, czy z bitą śmietaną i owocami, a może z polewą…najlepiej ze wszystkim! W domowych warunkach też można stworzyć pyszne gofry, a co powiecie na wersję wytrawną? Moja propozycja poniżej. Z jakim dodatkiem zjedlibyście takiego gofra?

Read More

Banany na deser

Tworzenia kulinarnego bloga wiąże się bardzo często z osobistymi wycieczkami i nie mam tutaj na myśli wyłącznie dosłownie wycieczek, czyli podróży, ale też szperanie we własnych upodobaniach i wspomnieniach. Ten przepis to powrót do dzieciństwa, kiedy banany smakowały jakoś lepiej i były rarytasem. Pierwszy raz ten prościutki, wręcz banalny deser jadłam, mając może 10 lat, u koleżanki. Ależ to było dobre! Potem na dość długo zapomniałam o tym deserku, ale od jakiegoś czasu z przyjemnością, regularnie do niego wracam. Nie wiem, czy można wymyślić bardziej banalną słodkość. Próbowaliście kiedyś? Piszcie proszę, jestem bardzo ciekawa!

Read More

Kremowy serek z jogurtu

Gotowanie to taka niezwykle przyjemna dziedzina, która nieustannie zaskakuje i stawia przed zainteresowanymi nowe wyzwania. Kiedy już wydaje Ci się, że niczego więcej nie da się wymyślić jeśli chodzi o wykorzystanie jakiegoś produktu, lub uzyskanie konkretnego efektu- trach! Spada na człowieka jakieś nowe albo po prostu nieznane mu wcześniej rozwiązanie, i cała zabawa zaczyna się od początku. Nauka, próby, często wielokrotne i strzępiące nerwy… Ja, oprócz próbowania nowości, najbardziej lubię szukać tradycji, tych dobrze znanych mnie samej z sielskiego dzieciństwa mojego, czy moich rodziców, ale też z innych regionów, czy też innych części świata, które odsłaniają nowe horyzonty. Efektem takich kulinarnych “wycieczek”, tym razem wyłącznie palcem po mapie i po czeluściach internetu, jest ten przepis, który zachwycił mnie swoją prostotą. Od dawna przymierzałam się do zrobienia tradycyjnego twarogu i jakoś opornie mi szło… postanowiłam więc zacząć małymi kroczkami i tak oto, zauroczona, chcę Was namówić, na wypróbowanie przepisu pochodzącego z kuchni bliskowschodniej. Labneh to ser, który robi się tak prosto, że nie wiem, czy da się prościej. Wystarczy kupić dobrej jakości, najlepiej dość gęsty jogurt naturalny. Zaopatrzyć się w gęste sito i tetrę lub gazę. Dzisiaj przedstawiam przepis podstawowy, ale w głowie już rodzi się całe mnóstwo pomysłów!

Read More

Domowe gofry (przepis do gofrownicy o niskiej mocy)

Gofry uwielbiam, nie będę oryginalna, twierdząc, że kojarzą mi się z latem. Gofr zwany także goferem może być na przykład z dżemerem 😀 A tak całkiem na poważnie, to podobnie jak w przypadku choćby naleśników- dodatki zależą od naszych upodobań i humoru. Moja przygoda z domowymi goframi zaczęła się od popsutego opiekacza do kanapek. Udałam się do sklepu w celu, cytując klasyka, “nabycia drogą kupna” nowego sprzętu 🙂 Zaintrygowała mnie wersja z wymiennymi wkładami. Zestaw zawierał blaszki do opiekania kanapek, do grillowania i do wypieku gofrów. O gofrownicy myślałam już od dawna, więc postanowiłam zakupić taki zestaw. Po powrocie do domu natychmiast przygotowałam porcję ciasta na gofry i…nie wyszły. Spróbowałam jeszcze raz i rezultat był dość opłakany. Wniosek był jeden- jak coś jest do wszystkiego, to zwykle jest do niczego. Mój sprzęt okazał się być po prostu o nieco za małej mocy. Postanowiłam się nie poddawać i poszukać innych przepisów, nie zawierających dużej ilości tłuszczu czy mleka. W ten sposób powstała dość mocno odchudzona wersja ciasta, ale przede wszystkim i taka, która z łatwością rośnie i piecze się nawet w mojej gofrownicy. Dlaczego o tym piszę? Bo powiedziałam o tym kilku osobom i mniej więcej połowa z nich zadeklarowała, że ma w czeluściach kuchennych szafek nieużywaną gofrownicę właśnie z tego względu, że się nie udawały. Te wychodzą zawsze- jedyne co, to polecam pierwszą partią nauczyć się własnej maszynki, każda niestety może lekko inaczej opiekać…

Read More

Domowe masło

Coraz częściej sięgam do starych przepisów, a co za tym idzie, powracam także do tradycji przygotowywania różnych dań, produktów, półproduktów, które kiedyś trzeba było tworzyć samemu, a dziś można kupić w każdym sklepie. Kiszę co mogę, przetwarzam. Robię soki, dżemy, zakwasy. A dzisiaj zrobiłam masło. Oczywiście, ideałem byłoby kupić od sąsiadki mleko prosto od krowy. Przynajmniej 4 litry. Odstawić na kilka dni. Zebrać śmietanę i na bazie tej żółciutkiej i tłuściutkiej utrzeć masło. O! A najlepiej jeszcze w tradycyjnej, drewnianej maselnicy. Tak zapewne zrobię, jak tylko przyjdzie wiosna, zwierzęta znowu zaczną wcinać soczystą zieloną trawkę- wtedy mleko jest najpyszniejsze. Teraz poszłam na łatwiznę, ale efekt przerósł moje oczekiwania. Sprawdźcie sami.

Read More

Tosty z kultowym kotletem z mortadeli

Ten przepis zainspirowały wspomnienia. Lata temu, kiedy bywało krucho z zawartością lodówki, mama dwoiła się i troiła, byśmy tych braków nie odczuwali. Wymyślała przeróżne przepisy, testowała te, gdzieś zasłyszane, byleby smakowało i byleby urozmaicić nasz jadłospis. Nie wiem skąd wziął się przepis na kotleta z mortadeli, ale mam z nim, mimo wszystko, miłe skojarzenia i postanowiłam go nieco odświeżyć. Mortadela kiedyś kojarzyła się z najgorszej jakości wędliną, chyba na równi z parówkami. Na szczęście wiele się przez lata zmieniło i czerpiemy naukę choćby z włoskiego stołu, na którym dobrej jakości mortadela to rarytas. Wracając jednak do przepisu- połączenie wyrazistej w smaku, smażonej wędliny, sera i chrupiących tostów wypadło fantastycznie.

Read More

Grzybowa pasta na pyszną kanapkę

Uwielbiam zbierać grzyby! Nie wiem, czy tegoroczne zbiory będą tak obfite, jak zeszłoroczne, ale cieszę się, że w lesie w moich okolicach już można “upolować” piękne okazy. Część tradycyjnie trafia do marynaty, część suszę, ale zawsze powstaje również jakiś sos, albo pierogi, no a czasem właśnie taka pasta, która może być cudowną odmianą na pyszne i pożywne śniadanko. Owo smarowidło można oczywiście przygotować wcześniej, w sumie najlepsza jest, gdy odstoi w lodówce chociaż przez noc- czyli idealnie, wieczorem szykujemy, a rano, bez pośpiechu, pasta trafia na kanapkę 🙂

Read More

Kanapkowa pasta dyniowa

Od jakiegoś czasu marudzę, że lato mija i że wcale mi się to nie podoba. Oczywiście, każda pora roku ma swój niepowtarzalny czar, nie przeczę, jesień też. Lubię w tym czasie spacery po lesie, kiedy nieco leniwe już słońce przebija się przez mieniące się złotem liście… uroczo. Jednak jesień najbardziej lubię za warzywa, na które właśnie teraz zaczyna się sezon. Dynia jest jednym z nich. Chciałabym namówić Was dzisiaj na przygotowanie pysznej dyniowej pasty. Jak najbardziej cudowna na śniadaniową kanapkę, ale jakby tak rozsmarować ją na naleśniku… a może lekko zmodyfikować i zrobić pierogi… hmm tak, ta pychota zdecydowanie rozbudza wyobraźnię. Wypróbujcie!

Read More

Niebiańskie jajko na miękko

Jeśli macie w domu małego człowieczka, którego chcecie zachęcić do jedzenia jajek, na przykład w wersji na miękko, to ten przepis jest właśnie dla Was. Jeśli macie ochotę zaskoczyć ukochaną osobę niebanalnym pomysłem na pyszne śniadanko- nie mogliście trafić lepiej. A jeśli po prostu chcecie jakiejś odmiany, by Wasz posiłek nie było nudny, to po prostu zachęcam do skorzystania z poniższej receptury. Takie puszyste chmurki z płynnym złotem w środku rozświetlą każdy, nawet najbardziej pochmurny poranek 🙂 A teraz poetycko przechodzimy do przygotowania tego niebiańskiego dania.
Składniki:
  • 2 jajka (oczywiście używamy tyle ile porcji chcemy przygotować)
  • sól
  • pieprz
  • łyżeczka oleju
Zaczynamy od rozdzielenia białek od żółtek.

Każde żółtko powinno wylądować w oddzielnej miseczce. Pamiętajcie by obchodzić się z nimi delikatnie, by się nie rozpłynęły. Białka natomiast łączymy ze sobą. Doprawiamy sporą szczyptą soli i ubijamy je na sztywną pianę.

Polecam robić to mikserem, na najmniejszych obrotach, używając wąskiego naczynia. Myślę, że potrwa to około 5 minut. Gdy piana będzie już sztywna, przekładamy ją na natłuszczoną blaszkę (można wyłożyć papierem do pieczenia).

Tworzymy dwie, wysokie na mniej więcej 8 cm kupki. W środku tworzymy zagłębienie, najlepiej zrobić je po prostu palcem.

Do powstałych zagłębień delikatnie przelewany żółtka.

Posypujemy pieprzem.

Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy około 6-7 minut. Białko będzie lekko przyrumienione i puszyste, a żółtko rozkosznie płynne.