Skip to main content

Burrito z wołowiną i guacamole

Ciudad Juárez to miasto na północy Meksyku, któremu zawdzięczamy tę potrawę. Kucharz, uliczny sprzedawca Juan, wymyślił owijanie jedzenia w placki- tortille, by dłużej było ciepłe i nie zsychało się. Przemieszczał się po mieście wykorzystując osła, i to był jego znak rozpoznawczy. Potrawa swoją nazwę wzięła więc od środka transportu, od osła, czyli po hiszpańsku burro. Oryginalne meksykańskie burritos są nieduże, zawierają niewielką ilość składników, na przykład mięso, fasolę z ryżem. Te, które zwykle jada się u nas są bardziej amerykańską wersją. Można powiedzieć, że potrawa zrobiła tam zawrotną karierę i doczekała się bardzo wielu wariacji. Moja wersja to hołd oddany klasyce, ale jednak zmodyfikowana. Zapraszam do lektury i wypróbowania.

Najpierw przygotowujemy wszystko do farszu. Potrzebne składniki to:

  • 700 g mięsa wołowego
  • cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • czerwona fasola z puszki (240 g)
  • kukurydza z puszki (2/3 puszki, około 180 g)
  • 500-600 g passaty pomidorowej
  • pół dużej czerwonej papryki
  • pół dużej żółtej lub zielonej papryki
  • 5-6 liści kapusty pekińskiej
  • 200 g żółtego sera
  • tłuszcz do smażenia
  • przyprawy: po pół łyżeczki soli, cząbru, oregano, 1/3 łyżeczki utartego kminu rzymskiego i nasion kolendry, około 1/3 łyżeczki płatków chili lub chili w proszku.
Mięso mielimy wraz z cebula i podsmażamy na niewielkiej ilości tłuszczu. Gdy mięso będzie już usmażone dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, a następnie przecier pomidorowy.

Dusimy kilka minut, dodajemy przyprawy, fasolę i kukurydzę i po około 5 minutach zestawiamy z ognia- ta część farszu gotowa.

Polecam doprawić na dość ostro- reszta składników tę ostrość lekko zniweluje, ale odrobina żaru w meksykańskiej potrawie musi być 🙂 Zatem dosypujcie chili po trochu i próbujcie, ta 1/3 łyżeczki, to mocno orientacyjna ilość.

Kroimy paprykę w paski oraz zielone części kapusty pekińskiej, ser ścieramy na tarce.

Następnie przygotowujemy cudownie zielone, aromatyczne guacamole.
Awokado myjemy, kroimy na pół, pozbawiamy pestki i łyżeczką wyciągamy miąższ. Do awokado wyciskamy sok z jednej limonki oraz czosnek, dodajemy sól, około 1/3-1/2 łyżeczki i wszystko mieszamy rozgniatając widelcem lub, jeśli awokado nie jest zbyt miękkie, możemy posłużyć się blenderem.

Gotowe.

Teraz czas na tortille. Składniki na 12 placków o średnicy około 22-24 cm to:

  • 340 g mąki pszennej (550)
  • 340 g mąki krupczatki
  • 7 łyżek oleju
  • płaska łyżeczka soli
  • 360 ml wrzącej wody
Oba gatunki mąki mieszamy w misce razem z solą.

Dolewamy olej.

Następnie wlewamy wrzątek i lekko mieszamy.

Przesypujemy wszystko na stolnicę i zagniatamy ciasto. Dzięki wrzątkowi i oliwie jest to bardzo proste, już po chwili otrzymamy sprężyste, gładkie ciasto. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy, by przestygło. Dzielimy nożem na 12 porcji.

Z każdej porcji formujemy kulkę i rozwałkowujemy na dość cienkie, wręcz lekko prześwitujące placki. Skład ciasta sprawia, że nie przykleja się do stolnicy. Czysta i prosta robota 🙂

Placki nie muszą być idealnie okrągłe, ale jeśli chcecie, możecie je przyciąć przykładając na wzór choćby odwrócony do góry dnem talerz. Patelnię z nieprzywierającą powłoką, może być specjalna do smażenie naleśników, dobrze rozgrzewamy. Na średnim palniku i średnim ogniu na suchej patelni smażymy placki. Po około 15 sekundach placek powinien już swobodnie przesuwać się po patelni i być bledziutki, wtedy go przekręcamy. 20-30 sekund po drugiej stronie- powinny pojawić się tu i ówdzie leciutko brązowe plamki. Następnie jeszcze chwila na tej pierwszej strony.

Teraz wszystko trzeba ze sobą złożyć. Składniki wykładamy na 1/3, maksymalnie 1/2 części placka. Najpierw smarujemy guacamole, na jeden placek solidna łyżka salsy. Następnie wykładamy przestudzoną mieszankę z mięsem, garstkę sera, paprykę i sałatę.

Zwijamy, oczywiście zaczynając od strony, na której leży farsz, zaginając do środka “boki”. Wymaga to może nieco wprawy, ale dzięki temu zawartość zawijaków pozostanie na swoim miejscu. Zróbcie tak przynajmniej z jednej strony.

Czeka nas bowiem jeszcze ostatni sznyt- podgrzanie- podpiekanie. Poza tym, burrito je się trzymając je w ręce, więc nie może nam wszystko wypadać dołem 😉
Zwinięte burritos układamy na patelni, tym razem może być ona muśnięta olejem- dzięki temu tortille ładnie się zrumienią. Robimy to na średnim ogniu, możemy przykryć, by całość dobrze się podgrzała. Można szamać. Polecam z dodatkiem ketchupu, majonezowego sosu z tabasco lub sosu czosnkowego. Smacznego!

Wątróbka drobiowa w sosie z curry

Wątróbkę albo się kocha albo raczej całkiem przeciwnie. Ja długo nie byłam jej miłośniczką, aż odkryłam, że wystarczy pobawić się nieco smakami, by się do niej przekonać i polubić. Drobiowa jest delikatniejsza niż wieprzowa. Ma jak dla mnie ciekawszą, delikatniejszą konsystencję i łatwiej ją przyrządzić- nie da się z niej zrobić zelówki, co w przypadku wersji wieprzową nie jest już takie trudne. Jej smak nie jest tak mocny, podrobowo-nachalny, więc jeśli zaczynacie swoją przygodę z tym produktem, polecam zacząć od właśnie tej drobiowej. Dla smakoszy- myślę, że będzie to kolejny przepis, do którego chętnie się wraca.

Na około 3 porcje potrawki przygotujcie:

  • 500 g drobiowej wątróbki
  • duże jabłko
  • dwie średnie cebule, ja użyłam czerwonych
  • czubatą łyżkę brązowego cukru
  • łyżeczkę startego imbiru (lub w proszku)
  • sól
  • łyżkę curry
  • pół łyżki kurkumy
  • ok. 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne, więcej jeśli wolicie ostrzejszą wersję
  • kilka ziarenen kminu rzymskiego
  • wodę, około 0,5 l
  • mąkę
  • tłuszcz do smażenia
Na niewielkiej ilości tłuszczy podsmażamy pokrojoną w pióra cebulę.

Gdy lekko się zeszkli delikatnie solimy i wsypujemy cukier.

Gdy wszystko się skarmelizuje, dodajemy pokrojone w kostkę jabłko, starty imbir i chwilę podsmażamy.

Przekładamy do garnka, a patelnię wykorzystujemy do podsmażenie oczyszczonej i obsypanej mąką wątróbki.

Gdy ta lekko się przysmaży,

przekładamy ją do cebuli z jabłkiem. Patelnię “czyścimy” zalewając wodą, którą następnie ląduje garnka.

Wszystko razem dusimy pod przykryciem jakieś 10 minut.

Dodajemy przyprawy, dosalamy.

Po kilku minutach możemy serwować. Potrawka świetnie skomponuje się z ziemniakami, czy kaszą. Ja ugotowałam ryż typu basmati, dodając pod koniec oprócz soli także nieco kurkumy, by uzyskać piękny, złoty kolor.

Z mięskiem i szpinakiem

Dzisiaj kuchnia serwuje makaron ze szpinakiem, który jest skarbnicą zdrowia i z mięskiem z kiełbasek, które, nie miejcie złudzeń, zawsze będzie inne w smaku niż zwykłe mielone. Makaron można przygotować na niezliczoną ilość sposobów.  Jest łaskawy dla wszelkich smaków. Jeden mały składnik potrafi zmienić dobrze znane danie w zupełnie inne. Niemalże cokolwiek wyciągniemy z naszej lodówki, czy spiżarni i połączymy to z makaronem, stworzy nam potrawę. Polecam Wam poeksperymentować- to jest największe piękno i przygoda w kuchni.

Do przygotowania dania potrzebujecie (3-4 porcje):
  • 4 surowych kiełbasek wieprzowych (ok 400-500 g)
  • 500 g świeżego szpinaku “baby”
  • 2 cebule dymki
  • 3 ząbków czosnku
  • łyżki kwaśnej śmietany
  • soli i pieprzu
  • wody
  • oleju do smażenia
  • 400 g makaronu
  • łyżki startego parmezanu
Na rozgrzanym oleju podsmażamy cebulkę.

Z surowych kiełbasek wyjmujemy mięso i lekko je rozdrabniamy.

Smażymy razem z zeszkloną cebulką.

Myjemy szpinak i dorzucamy go na patelnię, gdy tylko mięso jest gotowe.

Wszystko dusimy razem z przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Szpinak odda na patelnię sporo wody, pod koniec gotowania dodajemy do niej solidną łyżkę kwaśnej śmietany. W razie konieczności podlejcie zawartość patelni wodą, chcemy uzyskać tylko niewielką ilość sosu, który połączy całość z makaronem. Próbujemy i doprawiamy solą i pieprzem.

Pamiętajcie, że kiełbasa jest już przyprawiona- dlatego z dosmaczaniem najlepiej poczekać do samego końca . Teraz wystarczy już tylko ugotować ulubiony makaron i całość podawać lekko posypaną parmezanem.

A tak na marginesie- pamiętajcie, że jeśli makaronowe danie kiedykolwiek wyjdzie Wam zbyt suche, to najlepszym rozwiązaniem, aby je ratować, jest po prostu polanie dobrą oliwą z oliwek, która jest cudownym nośnikiem smaku no i sama w sobie jest pyszna. 🙂
Smacznego

Pyszny gulasz wieprzowo-kaparowy

Sos o wyrazistym, niestandardowym, leciutko kwaśnym smaku, w towarzystwie kruchego mięska, to bardzo dobry pomysł na obiad. Dzisiaj gulasz w nowym wydaniu. Idealny kompan dla wszelkich kasz, makaronów, ziemniaków, czy pieczywa. Do znudzenia będę powtarzała, że najbardziej lubię te przepisy, które zawierają niewielką ilość składników, ale w pełni wykorzystują każdy z nich i niejako wyciągają i podbijają ich walory smakowe. Ten przepis Właśnie do takich należy. Nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami kaparów- uważam, że tak czy siak może przypaść Wam do gustu.


Przygotujcie:

  • 500 g mięsa wieprzowego
  • cebulę
  • 30 g kaparów z zalewy
  • kwaśną śmietanę
  • sól i pieprz
  • 3 liście laurowe
  • mąkę
  • łyżeczkę smalcu lub innego tłuszczu do smażenia
  • wodę
Mięsko kroimy na kawałki, lekko posypujemy mąką.

Na patelni rozgrzewamy tłuszcz i na dość sporym ogniu krótko podsmażamy kąski, z każdej strony. Pod koniec dodajemy pokrojoną cebulkę i podsmażamy.

Zawartość patelni zalewamy około 500-700 ml wody i przelewamy wszystko do garnuszka, w którym będziemy dusić mięso. Pamiętajcie żeby przy pomocy wody zebrać całą zawartość patelni, to jest skarbnica smaku dla naszego sosu.

Leciutko solimy i pieprzymy, dokładamy liście laurowe i zaczynamy dusić na małym ogniu pod przykryciem.

Sprawdzajcie co jakiś czas, czy mięso już zmiękło, myślę, że potrzebuje do tego około 30-40 minut. W międzyczasie wyjmujemy liście laurowe, by nie zdominowały smaku oraz jeśli to konieczne, dolewamy niewielką ilość wody.  Kilka łyżek ciepłej wody mieszamy z łyżką śmietany, dokładamy kapary i miksujemy.

Przed zmiksowaniem

Taką mieszankę dodajemy do mięsa, gdy to już zmięknie. Dusimy jeszcze przez około 10 minut, doprawiamy pieprzem i jeśli jest taka potrzeba- solą, choć myślę, że kapary dodadzą jej zupełnie wystarczającą ilość. Serwujemy z ulubioną kaszą, ryżem, makaronem… Smacznego.

Policzki wołowe w wyśmienitym sosie z pieczoną papryką

Niedawno było już o podrobach, dzisiaj ciąg dalszy wykorzystywania piątej ćwiartki. Znacie to pojęcie? Oznacza wszystko to, co poza mięsem i kośćmi można wykorzystać i spożytkować, bez marnotrawstwa. Dzisiaj czas na policzki wołowe. Mało popularne, kiedyś jedzenie biedoty, teraz zwykle wykwintny rarytas, a przecież zwykle za nieduże pieniądze można je kupić w dobrym sklepie masarskim. By były pyszne, wymagają dość długiego gotowania, najlepiej duszenia, ale warto, przez ogromne W!


Do przygotowania dania, które chcę Wam dzisiaj zaproponować potrzebujecie:

  • 500 g policzków wołowych
  • średniej cebuli
  • 2 ząbków czosnku
  • dwóch dużych czerwonych papryk
  • kilku ziaren ziela angielskiego
  • kilku listków laurowych
  • łyżeczki suszonego oregano lub kilku gałązek świeżego
  • papryczki chili, na przykład suszonej w płatkach
  • soli
  • łyżkę smalcu
  • olej

Zaczynam od upieczenia papryki. Na dłonie wylewam nieco oleju i delikatnie pokrywam nim warzywa. Kładę na blaszkę wyłożoną papierem i piekę około 30 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni. Po tym czasie skórka papryki powinna być miejscami wręcz czarna. Wyciągam je, wkładam do miski lub garnka i gorące szczelnie przykrywam folią. Po około 10 minutach odkrywam. Ten zabieg powoduje, że skórka zupełnie oddziela się od miąższu, na którym nam zależy. Policzki oczyszczam, zwykle są dość spore, jednak duszę je w dużych kawałkach i rozdrabniam, jeśli to konieczne, dopiero pod koniec gotowania. Na patelni mocno rozgrzewam smalec i podsmażam mięso, 2-3 minuty z każdej strony. Następnie przekładam je do garnka, gdzie w około 0,5 l wody gotują się ziarna ziela i liście laurowe. Na patelnię wrzucam cebulę pokrojoną w pióra i czosnek w plastrach, chwilę podsmażam, a ponieważ tłuszczu na patelni nie zostaje wiele, a nie chcę dokładać większej ilości, to wlewam do naczynia niewielką ilość wody, tylko tyle, by zakryła dno.

Chwilę duszę w ten sposób cebulę i czosnek. Woda zbierze wszystkie smaki z przysmażania. Przelewam całość do garnka z mięsem i duszę pod przykryciem, na małym ogniu około 1,5 h, dolewając co jakiś czas odrobinę wody, jeśli sos za bardzo gęstnieje. Po tym czasie dorzucam pokrojoną pieczoną paprykę, doprawiam lekko solą, chili i oregano.

Duszę przynajmniej następne pół godziny, godzinę, sprawdzając miękkość mięsa. Papryka, cebula i czosnek rozpadną się i zagęszczą sos. Ponadto policzki przerośnięte są kleistymi błonkami, więc sos nie powinien być zbyt rzadki. Jeśli taki jest, polecam raczej odkryć garnek i pogotować dłużej, by woda odparowała, niż zagęszczać go mąką, czy czymkolwiek innym. Na koniec doprawiam jeszcze do smaku i gotowe.

Takie policzki można serwować jako odrębną potrawkę z kromką pysznego, pełnoziarnistego chleba. Może to być świetny sos do wszelkiego rodzaju klusków. Ja podałam z kaszą jęczmienną. Mięsko rozpływa się w ustach, całość jest paprykowo-słodka i ostra zarazem, wyśmienite danie.

Pikantne podudzia kurczaka z nutą kukurydzianej słodyczy

Moi Drodzy Czytelnicy, dobrze już wiecie, że uwielbiam proste, pyszne i sprawdzające się za każdym razem przepisy. Dzisiaj iście mięsna propozycja, ale z dodatkiem gotowanej kukurydzy, którą uwielbiam. Są takie głosy, że ze względu na uprawę, manipulacje genetyczne, należy jej unikać. Ja jednak nie jem jej całymi naręczami. Myślę, że nawet jeśli te wszystkie negatywne głosy są prawdziwe, to ilość jaką spożywam, nie może być przesadnie szkodliwa. Ponadto, nie ma nic lepszego jak smak takiej kukurydzy, z dodatkiem dobrego masła i odrobiny soli…poezja smaku, a w połączeniu z tym kurczakiem- niebo w gębie! A co Wy sądzicie na temat kukurydzy? O kurczaka wolę na wszelki wypadek nawet nie pytać 😉


Danie nie wymaga obszernej listy zakupów, może oprócz przypraw. Przygotujcie następujące składniki:

  • 4 pałki z kurczaka, lub tyle ile są w stanie pochłonąć głodomory 😉
  • 1/3 szklanki oleju
  • po płaskiej łyżeczce cząbru, oregano, rozmarynu, kurkumy, curry, ostrej papryki i soli
  • łyżka sosu sojowego
  • worek do pieczenia

Do gotowania kukurydzy:

  • oczywiście niezbędna jest kolba kukurydzy, przynajmniej jedna na jednego zainteresowanego
  • łyżka masła na jedną ugotowaną kolbę
  • sól
  • cukier

Zaczynam od dokładnego oczyszczenia, umycia i osuszenia kurczaka.

Wrzucam go do woreczka do pieczenia, wlewam olej, wsypuję przyprawy, wlewam sos sojowy, zamykam i dokładnie mieszam, by olej z przyprawami pokrył mięso. Odkładam woreczek z kurczakiem do lodówki, najlepiej na kilka godzin, co najmniej dwie.

Wyciągam kurczaka z lodówki na minimum 30 minut przed pieczeniem. Nagrzewam piekarnik do 180-190 stopni. Nakłuwam woreczek kilkukrotnie wykałaczką i wstawiam do piekarnika na około 35-40 minut. W międzyczasie gotuję kukurydzę. Wkładam ją do garnka z wodą z dodatkiem cukru, sypię około łyżki na 2 litry wody. Od momentu zagotowania, gotuję warzywo 15-20 minut. Oczywiście przed odcedzeniem, sprawdzam wcześniej jej miękkość. Gotowana za długo będzie twardnieć, uważam, że ok 15 minut to optymalny czas dla średniej wielkości kolby. Staram się zgrać gotowość kurczaka i kukurydzy. Kurczak jest wyrazisty w smaku, soczysty i lekko pikantny. Kukurydza, którą nacieram masłem i lekko solę dodaje słodyczy temu daniu. Można podać ją w całości, do obgryzania, lub odkroić ziarna od kolby nożem. Podałam z kiełkami słonecznika, które są słodkawe, ale i lekko pikantne, świetnie łączą ze sobą pozostałe składniki dania.

Potrawka z podrobów z warzywami

Dzisiaj coś dla mięsożerców, albo może powinnam napisać- dla koneserów mięsnych smaków. Podroby nie wszystkich jedzących mięso przekonują. Faktycznie, można kochać albo nienawidzić. Ja jako dziecko jadłam wątróbkę niczym za karę, nie cierpiałam żołądków, mówiąc szczerze- smak i zapach wywoływał we mnie swego rodzaju obrzydzenie. No to Was zachęciłam! Nie ma co 😉 Na całe szczęście dorosłam, dorosły moje zapędy kulinarne i kubki smakowe chyba też. Eksperymentuję z podrobami, z dodatkami i przyprawami do nich. Okazuje się, że mogą przekonać niejednego sceptyka, pod warunkiem, oczywiście, że są odpowiednio przyrządzone.


Do przygotowania tego dania (ok. 5 porcji) naszykujcie:

  • 700 g ulubionych podrobów. Ja tym razem wykorzystałam drobiowe, gdyż są delikatniejsze, 300 g wątróbki, 200 g serc, 200 g żołądków kurzych i indyczych
  • dużego pora
  • dwie średnie marchewki
  • pietruszkę
  • 5 średnich ziemniaków
  • średnią cebulę
  • pół kwaśnego jabłka
  • mąkę
  • smalec (lub olej)
  • ziele angielskie, liście laurowe, majeranek, cząber, tymianek, sól, pieprz, imbir
  • ząbek czosnku

Wszystkie podroby dokładnie oczyszczam z tłuszczu i błonek, wątróbkę z ewentualnych pozostałości żółci. Choć kawałki, które są choćby lekko zażółcone, lepiej wyrzucić, inaczej możemy popsuć całe danie goryczą, której nie da się w żaden sposób pozbyć.

W pierwszej kolejności zajmuję się żołądkami. Gotuję je w wodzie z ząbkiem czosnku, kilkoma kulkami ziela, liśćmi laurowymi, ziołami i pieprzem, solę również, ale dopiero na końcu, czyli po jakichś 45 minutach gotowania.

W trakcie usuwam szumy, które się pojawiają. Wyławiam żołądki, lekko studzę i kroję na mniejsze kawałki. Wywaru nie wylewam, posłuży za bazę całej potrawki. Na rozgrzanym smalcu podsmażam przekrojone na pół serca, gdy lekko się przyrumienią, przekładam do garnka z niewielką ilością bulionu, dokładam pokrojone żołądki.

Następnie podsmażam pokrojonego w plastry pora, marchewki i pietruszkę- dorzucam do potrawki.

Wszystko duszę około 25 minut i dorzucam pokrojone w cząstki ziemniaki, pilnując, by bulion mniej więcej sięgał wszystkich składników. W międzyczasie podsmażam wątróbkę, a na koniec cebulkę. Wszystko staram się przyrumieniać na tej samej patelni, nie myjąc jej, więc na koniec wlewam na nią ok. pół szklanki wywaru i zbieram przy pomocy płynu wszystkie smaczki, które oczywiście lądują w garnku. Dorzucam dość drobno pokrojoną połówkę jabłka.

Gdy ziemniaki staną się miękkie, ale nie rozpadające się, doprawiam jeszcze wszystko ziołami, przede wszystkim majerankiem, solą i pieprzem do smaku, zaostrzając również odrobiną imbiru, świeżego lub w sproszkowanego. Smacznego.

Szaszłyki

Szaszłyki wymagają podstawowej rzeczy- posiadania odpowiednio długich patyczków. Najlepiej natrzeć je wcześniej olejem, nie przypalą się podczas grillowania. Szaszłyki można zrobić na grillu, na świeżym powietrzu, ale i w piekarniku lub na patelni grillowej. Proste pyszności, które lubi mój ośmioletni bratanek- w trakcie grillowych spotkań na tą potrawę zawsze czeka najbardziej i pałaszuje wszystko, co do najmniejszego kawałeczka.


Przygotujcie sobie następujące składniki:

  • 500 g piersi z kurczaka
  • 250 g pieczarek
  • dużą czerwoną paprykę
  • średnią cukinię
  • dwie nieduże cebule
  • pomidory koktajlowe (około 10 sztuk)
  • łyżkę soli, po łyżeczce pieprzu, bazylii, tymianku i kurkumy
  • dwie łyżki soku z cytryny
  • olej

Piersi z kurczaka dzielę mniej więcej na kawałki 5×5 cm. Około 1/3 szklanki oleju mieszam z przyprawami i sokiem z cytryny, marynuję w nim kurczaka przez przynajmniej 2 godziny. Po upływie tego czasu kroję resztę warzyw na dość duże kawałki- takie, by można je było nadziać na patyk i żeby się nie rozpadły, mniej więcej takiej wielkości jak kawałki kurczaka. Nadziewam na patyczki, naprzemiennie, warzywa i mięso. Ręce mam cały czas lekko natłuczone oliwą z marynaty z kurczaka, więc każde warzywo także leciutko zostaje nią pokryte. Tak przygotowane szaszłyki są gotowe do grillowania.

W piekarniku grillują się około 30 minut w 180 stopniach, na tradycyjnym grillu porównywalnie długo, w zależności od wielkości kawałków mięsa i siły żaru. Najlepiej sprawdzać co jakiś czas, żeby nie przesuszyć mięsa. Pamiętajmy również aby zawsze grillować je na aluminiowej tacce lub folii- warzywa mają tendencję do przywierania, a to może stworzyć problem podczas przekręcania ze strony na stronę, co polecam zrobić przynajmniej dwukrotnie. Smacznego grillowania 🙂

 

Roladki z polędwicy z maślanymi kurkami

Czy też Wam się często przydarza, że wybieracie się na zakupy z konkretnym pomysłem na obiad, a szwendając się po targu, czy między półkami w sklepie koncepcja ewoluuje? Bo mnie ta przypadłość nawiedza dość często 😉 Równie często pomysł przybiera jeszcze inną wersję, gdy zaczynam gotowanie. Tym razem tak właśnie było. Chciałam kupić kurczaka, wróciłam do domu z polędwiczką wieprzową. Miała być grillowana, a ostatecznie nafaszerowałam ją i upiekłam. Obiad, z racji ilości był w sumie na dwa dni i w dwóch wydaniach. Sprawdźcie ten przepis, wyszło ciekawie.
Lista zakupów, abyście precyzyjnie skompletowali składniki i nie mieli moich dylematów 😉 :
  • polędwica wieprzowa, im grubszy kawałek tym lepszy, około 400 g
  • 300 g świeżych kurek, choć im więcej tym…bardziej grzybowo 🙂
  • duża cebula
  • kilka cienkich plastrów boczku
  • dwie czubate łyżki masła klarowanego do smażenia grzybów
  • łyżka zwykłego masła
  • kilka łyżek śmietanki 30%
  • sól, pieprz, suszony czosnek niedźwiedzi, tymianek

Przygotujcie także folię aluminiową.

Na początek oczyszczam grzyby, siekam jeśli jest taka potrzeba. Na klarowanym maśle przysmażam pokrojoną w kostkę cebulę, a następnie dorzucam kurki. Smażę je około 10 minut. Po tym czasie dzielę grzyby na pół. Część zdejmuję z patelni i studzę. Drugą część lekko podlewam wodą i duszę do miękkości, około 30 minut. Na koniec doprawiam śmietanką, solą, pieprzem i tymiankiem, i mam gotowy sos.
Polędwiczkę rozcinam, by powstał dość cienki płat, który łatwo można zrolować. Mój kawałek mięsa był nieduży, długi a wąski, więc było nieco trudniej, ale wszystko da się zrobić. Wam polecam jednak wybrać grubszy kawałek mięsa.

Delikatnie solę go i pieprzę z obu stron, układam plastry boczku i posypuję suszonym czosnkiem niedźwiedzim- taki czosnek jest nieco mniej intensywny w smaku i świetnie nadaje się tam, gdzie nie chcemy, by zdominował smak potrawy. Na polędwicę wykładam grzyby. Ponieważ jakiś czas wcześniej zdjęłam je z patelni, masło związało masę, a dzięki temu łatwiej zwijam całość w zwartą roladę, dokładając jeszcze do środka pół łyżki masła, drugą połówką nacieram mięso z zewnątrz. Szczelnie owijam folią i piekę w piekarniku w 150-160 stopniach przez około 30-40 minut, w zależności od grubości rolady.

Po upieczeniu, zanim podzielę mięso, odkładam je na kilka minut by lekko ostygło i odpoczęło.
W pierwszej wersji serwowałam z makaronem i kurkowym sosem, który powstał przy okazji przygotowywania farszu. Na drugi dzień natomiast, przysmażyłam mięsko na złoto, krótko, by nie wyschło, na mocno rozgrzanym tłuszczu- można podać z ulubioną sałatką, warzywami.

Pulpeciki w grzybowo-ziołowym sosie

Grzyby i tymianek, to jak dla mnie, małżeństwo idealne. Dzięki temu ziołu grzyby w magiczny sposób stają się bardziej grzybowe. Tymianek ma wyrazisty smak i potrafi zdominować potrawę, fakt, ale przy tym jest na tyle delikatny, że raczej przyjemnie łechce podniebienie niż przeszkadza. Do różnych ziół i przypraw miewamy mniejsze lub większe awersje, ale nie spotkałam jeszcze osoby, która by nie lubiła tymianku. Mam nadzieję, że wśród Was także znajdują się zwolennicy tego smaku.
Boczniaki lubię, jak zresztą wszystkie inne grzyby. Mają wiele zalet. Są źródłem łatwo przyswajalnego białka, witamin z grupy B, soli mineralnych, kwasu foliowego, aminokwasów a także lowastatyny, która pomaga obniżyć poziom cholesterolu we krwi. Czyli nie są takim bezwartościowym i jedynie ciężkostrawnym produktem, jak niektórzy sądzą.
Zapraszam do wspólnego pichcenia. Dzisiaj wieprzowo-wołowe pulpety w sosie z boczniaków z wyraziście tymiankową nuta.


Do przygotowania mojej dzisiejszej propozycji obiadowej potrzebujemy:

  • 250 g mielonego mięsa wołowego i tyleż samo wieprzowego
  • 250 g boczniaków
  • 2 średniej wielkości cebule
  • jajko
  • solidną garść świeżego tymianku
  • natkę pietruszki
  • sól i pieprz
  • 2 łyżki masła i 2 łyżki oleju do smażenia

Przygotowanie dania jest banalnie proste. Na początek myję, suszę i kroję w kostkę boczniaki. Nie za

drobno, ale na tyle, by dość szybko się poddusiły. W dość drobną kostkę kroję cebule z czego połowa trafia na patelnię, na rozgrzane masło w połączeniu z oliwą. Taki miks zapobiegnie przypaleniu się
masła. Gdy cebula się zeszkli, dorzucam grzyby i przysmażam około 5 minut. Następnie podlewam wodą lub bulionem- tylko tyle, żeby grzyby były zanurzone w płynie. Przykrywam i duszę około 20 minut.

W międzyczasie przygotowuję pulpety. Mielone mięso mieszam z jajkiem, resztą pokrojonej cebuli, sporą ilością posiekanego tymianku oraz natką pietruszki. Doprawiam do smaku solą i pieprzem. Wyrabiam masę, aż zrobi się kleista. Nie dosypuję jednak bułki czy innego produktu, który miałby zagęścić bazę do pulpetów. Formuję nieduże kulki, zwilżając palce zimną wodą. Następnie, gdy już grzyby się podduszą, dolewam, jeśli to konieczne nieco wody/bulionu do grzybów, zagotowuję całość i gdy mocno wrze- powoli, stopniowo dokładam do garnka pulpety. Wrzący płyn szybko ściśnie masę, pulpety się nie rozpadną, a będą cudownie miękkie. Delikatnie mieszam co jakiś czas i duszę pod przykryciem około 15 minut, w zależności od wielkości pulpecików. Gdy mięso jest już ugotowane dorzucam jeszcze posiekany świeży tymianek, doprawiam pieprzem i solą, mieszam i gotowe. Moją tymiankowo-mięsno-grzybową potrawkę podałam na fasolce szparagowej z chrypiącymi, pieczonymi ziemniaczkami. Miłego pichcenia i smacznego!