Skip to main content

Małże w aksamitnym winnym sosie

Kiedy przychodzi wiosna, robi się cieplej, w powietrzu unoszą się niezwykłe zapachy. Słońce budzi do życia przyrodę, ale i mnie. Staję się głodna, zachłanna wręcz błogiego ciepełka. Niecierpliwie czekam, aż piękna pogoda zagości u nas na dobre, a tak naprawdę to tęsknię za latem. Wakacje najchętniej spędzam nad morzem, więc nic dziwnego, że chcąc przywołać rozkosze wakacyjnych wypraw, gotuję coś, co niezawodnie przenosi mnie do moich ulubionych miejsc.

Gotuję małże, wszelkie gatunki i w każdej postaci, ich smak i zapach morza sprawiają, że zamykam oczy i widzę mój ukochany Neapol. Tam różnorodność owoców morza przyprawia o zawrót głowy. Może tych z południa Włoch nie uda się u nas kupić, ale jakieś na pewno, bo przestały być, na całe szczęście, produktem wysoce ekskluzywnym. Wszelkim małżożercom, ale także tym, którzy jeszcze nie znają ich smaku polecam ten przepis. Nie jest skomplikowany i świetnie wydobywa głębię aromatów.

Potrzebne składniki na porcję dla dwóch osób to:

 

  • Małże, z tych dostępnych u nas ja najbardziej lubię mule, czyli te czarne podłużne muszle. Około 0,5 kg, ale im więcej tym lepiej! 🙂
  • pół szklanki białego wina
  • 10-15 pomidorków koktajlowych- najlepiej odmiany o podłużnym kształcie, zwykle są mniej wodniste i słodsze
  • 4-5 ząbków czosnku
  • średni pęczek natki pietruszki
  • łyżka masła
  • oliwa
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • opcjonalnie- 200 g makaronu typu linguine lub pieczywo, najlepiej bagietka 🙂

 

Zacznijmy od oczyszczenia i przebrania owoców morza. Małże trzeba dokładnie umyć, najlepiej ostrą stroną gąbki do mycia naczyń. Odrzucamy wszystkie z uszkodzoną skorupką. Każdą otwartą stukamy lekko o blat- jeśli muszla się zamknie- oznacza to, że śmiało możemy ją gotować. Jeśli nie- takiego muszlowca od razu wyrzucamy- może być mocno nieświeży i doprowadzić do zatrucia. W garnku, najlepiej takim z szerokim dnem, rozgrzewamy oliwę i krótko podsmażamy pokrojony w plastry czosnek.

Następnie dodajemy pokrojone na połówki pomidory.

Ja dodaję pomidory na tym etapie, gdyż lubię gdy lekko się rozgotują, jeśli wolicie żeby pozostały bardziej jędrne- dodajcie je w tym samym momencie, kiedy małże. Po około 2 minutach podsmażania pomidorków dodajemy wino, podkręcamy nieco gaz i odparowujemy alkohol.

Dodajemy małże i posiekaną pietruszkę.

Przykrywamy garnek i dusimy 5 minut, potrząsając w tym czasie 2-3 razy garnkiem, nie odkrywając go.

Na koniec dodajemy masło i wszystko dusimy jeszcze 1-2 minuty, by masełko połączyło się z powstałym na dnie garnka pysznym sosem.

Sos możecie doprawić solą, jednak małże dają sporo słonego smaku i zwykle nie jest to potrzebne. Nie dodaję pieprzu, ani innej przyprawy dodającej ostrości. Wyrazistość mojej potrawie wystarczająco dodaje czosnek. Podajemy z pieczywem, na przykład czosnkową bagietką lub choćby z makaronem. Moja propozycja to makaron typu linguine. Serwując małże w ten sposób wyciągam je ze skorupek zostawiając kilka w całości jedynie do dekoracji. Niezależnie od tego, którą wersję wybierzecie to pamiętajcie, że kropką nad i będzie skropienie małży sokiem z cytryny. Smacznego!

Mozzarella in carrozza- grzanka z serem

Grzanka z serem to super przekąska, czy choćby pyszne śniadanie. Uwielbiam, w różnych wersjach i z różnymi dodatkami. Z opiekacza, czy na patelni, w jajku, z szynką, wariacji jest moc. Okazuje się, że jest to także jedna z ulubionych przekąsek moich neapolitańskich przyjaciół. Dzisiaj podam Wam przepis na włoską wersję tej kanapki, ale oczywiście taką…podstawową. Nazywa się pięknie, mozzarella in carrozza- mozzarella w karocy 🙂

Na dwie duże kanapki przygotujcie:

  • 1 jajko
  • około 120 g mozzarelli
  • 4 kromki jasnego pieczywa (może być tostowe)
  • bułkę tartą
  • sól, pieprz, ewentualnie inne ulubione przyprawy
  • olej do smażenia

Jajko roztrzepujemy ze szczyptą soli i pieprzu oraz ewentualnie innymi przyprawami, ziołami. Na płaski talerz wysypujemy bułkę tartą.

Mozzarellę kroimy na plastry, które wkładamy między kromki chleba. Jeśli pieczywo, które wybraliście ma grubą i ciemną skórkę- lepiej ją odkrójcie, może się za bardzo przypiec. Złożone kromki dokładnie moczymy w jajku, a następnie obtaczamy w tartej bułce.

Smażymy najlepiej w dość mocno rozgrzanym głębokim oleju.

Po usmażeniu odkładamy na papier, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu. Przesmaczna, chrupiąca, serowa, ciągnąca się kanapka.

Makaron z serem i pieprzem, czyli cacio e pepe

Ostatnio znajomi odwiedzający mój ukochany Neapol, poprosili mnie o polecenie restauracji na dobrą kolację. Przy okazji cała masa wspomnień, cudownych widoków, zapachów i smaków wróciła ze wzmożoną siłą. Tęsknię za tym niebem i słońcem, nawet tym zimowym… Dzisiaj zatem powrót do kuchni włoskiej. Tym razem potrawa związaną z Rzymem. Jedna z tych bardzo prostych, a jakże pysznych.

Na jedną porcję przygotujcie:
  • około 100 g makarony typu spaghetti (lub innego długiego i najlepiej cienkiego)
  • 20 g startego Pecorino Romano
  • około 15-20 ziaren czarnego pieprzu (płaska łyżeczka mielonego pieprzu)
  • 2-3 łyżki oliwy (w najbardziej pierwotnej wersji tego dania oliwa nie występuje, ja jednak lubię na niej podsmażyć pieprz i dzięki temu wydobyć dodatkowy aromat)
  • sól
Przepis jest banalnie prosty. Zetrzyjcie ser i utrzyjcie/zmielcie pieprz, jeśli używacie takiego w ziarnach.

Ja lubię, gdy jest zmielony nieco grubiej.

Makaron ugotujcie w lekko osolonej wodzie.

W przypadku tego przepisu polecam gotowanie z minutnikiem, a nie “na oko”, czy też raczej “na ząb”. Musimy zastopować gotowanie, gdy makaron będzie bardzo mocno al dente, czyli gotujemy około 3 minuty krócej, niż wskazuje na to zalecenie na opakowaniu. Odcedźcie makaron zachowując ok. 100 ml wody.

Pieprz podsmażcie przez chwilę na rozgrzanej oliwie.

Dołóżcie makaron i zalejcie wszystko wodą z gotowania.

Gotujcie wszystko na niewielkim ogniu przez kilka minut, aż ilość wody będzie zredukowana, a makaron odpowiednio miękki.

Na koniec dorzućcie starty ser, wymieszajcie i gotowe. Smacznego!

Dorada z “szalonej” wody

Zaintrygowani szaloną nazwą? Nie bardzo wiedziałam, jak lepiej ją przetłumaczyć- orata all’acqua pazza, to klasyczny przepis kuchni neapolitańskiej. Tak, tak, wiem, znowu! 😉 Ale przepis na rybkę jest tak prosty i smaczny, że może ktoś z Was, zechce spróbować w świąteczny czas, może nawet na mniej tradycyjnie polską wigilię? W każdym razie polecam dodać go do przepisów, które koniecznie trzeba wypróbować. Dorada szybciutko się gotuje, jest delikatna, przyjemnie kleista, nie ma zbyt wielu ości, harmonijnie komponuje się ze wszystkimi dodatkami. Podobno była to jedna z ulubionych potraw słynnego Totò- wspaniałego aktora, komika, kompozytora, pisarza i poety pochodzącego z… no skąd? 🙂


Do szaleństw z doradą przygotujcie:

  • 2 oczyszczone ryby, najlepiej w całości, moje miały po około 350- 400 g
  • 500 g pomidorków cherry
  • pół pęczka natki pietruszki
  • 3 ząbki czosnku
  • niewielką szczyptę płatków chili
  • sól
  • olej
  • 150-200 ml białego wina
  • 300-400 ml wody lub bulionu rybnego

Ilość płynu zależy od wielkości ryb i naczynia, w którym będziemy je przyrządzać. 

Na szerokiej patelni rozgrzewamy 3-4 łyżki oleju i podsmażamy czosnek.

Gdy ten się zrumieni- dodajemy chili, następnie pokrojone na pół pomidorki i chwilę podsmażamy.

Ryby delikatnie solimy, także w środku, i układamy na pomidorkach na patelni.

Po chwili wlewamy wodę/bulion, a następnie wino, płyn powinien sięgać nie wyżej niż do połowy rybek.

Czekamy kilka minut aż alkoholowy zapach odparuje, próbujemy wywaru, doprawiamy solą jeśli to konieczne. Przykrywamy i dusimy przez jakieś 10-12 minut, w międzyczasie oblewamy rybę z wierzchu gotującym się bulionem. Na koniec odkrywamy patelnię, dosypujemy posiekaną natkę pietruszki i gotujemy jeszcze przez kilka minut, nie więcej niż 5. Jeśli oczy ryby są bielutkie, a gdy lekko ciągniemy ją za ogon mamy wrażenie, że z łatwością go oderwiemy- znaczy, że ryba z całą pewnością jest gotowa.

Świetnie smakuje na ciepło i na zimno, po prostu z pomidorkami z gotowania, lub z dowolnymi dodatkami. Jedno jest pewne, nie zapomnijcie podać chociaż kawałka pieczywa, sosik, który zostaje na talerzu, aż prosi się o wytarcia kawałkiem chleba i pożarcie 😉

Pisałam powyżej, że możecie użyć wody lub bulionu rybnego. Moja rada jest taka, przygotujcie trochę warzyw, drobno pokrójcie i gotujcie. Gdy te zmiękną, odetnijcie przynajmniej od jednej z ryb głowę i ogon i ugotujcie. Przecedźcie, doprawcie lekko solą i na przykład białym pieprzem lub pieprzem cytrynowym i bulion gotowy.

Makaron z cebulowym sosem czyli pasta alla genovese

Przepis króluje w Neapolu prawdopodobnie od 15-16 wieku. Jest kilka hipotez, co do jego powstania i pochodzenia nazwy. Skąd w Neapolu przepis o nazwie, która kojarzy się raczej z miastem położonym na północy Włoch? Jedna z teorii mówi o tym, że przepis faktycznie przywędrował wraz z kucharzami z Genui. Oba wspomniane miasta stanowiły 2 największe włoskie, współpracujące ze sobą porty. Możemy zatem wyobrazić sobie, że oba te miejsca miały na siebie nawzajem spory wpływ, także pod względem kultury kulinarnej. Inne źródła mówią, że przepis przywędrował nie z Genui a z Genewy, a jeszcze inne, że został stworzony przez kucharza, z krwi i kości neapolitańczyka, którego zwano “o Genoves”. Tak czy siak, ten aromatyczny, swego rodzaju sos stał się jedną z najbardziej charakterystycznych potraw regionu Kampania i z całą pewnością każdy, kto odwiedza tę część Italii, powinien choć raz go spróbować. Jest to danie, które porównać można do naszego rosołu, czy bigosu. Wersji przepisu możecie znaleźć wiele, łączy je jednak to, że potrawa zawsze przygotowywana jest przez wiele godzin i z ogromnym namaszczeniem. To danie na niedzielny obiad, specjalną okazję. I choć faktycznie wymaga kilku godzin gotowania- to naprawdę warto ten czas poświęcić.

P.S. Nie mylić z zielonym pesto alla genovese 🙂


Na około 6 porcji przygotujcie następujące składniki:

  • 700-800 g makaronu, ziti, penne, lub rigatoni
  • 800 g – 1 kg wołowiny, ja użyłam łopatki
  • 1,5 kg białej cebuli
  • 100 ml wina, najlepiej typu Marsala, jednak ciężko go dostać. Użyłam dobrego białego wina
  • dwie marchewki
  • kawałek selera, może być korzeń, lecz lepiej jedna nieduża łodyga selera naciowego
  • olej
  • sól i pieprz
  • starty ser pecorino do posypania gotowego dania

Mięso kroimy w dość spore kawałki, potrawę gotujemy około 3-4 h, więc nie bójcie się, wołowina nie będzie twarda. Cebulę kroimy w pióra, Pamiętajcie, że łatwiej ją obrać, jeśli przekroimy na pół, wzdłuż, i zaczniemy ściągać jej wierzchnią warstwę od góry. Marchewkę i selera oczyszczamy, kroimy w dość drobną kosteczkę.

Do garnka, najlepiej z grubym dnem, wlewamy olej, około 1/3 szklanki. Podgrzewamy, a następnie podsmażamy na nim mięso, by lekko zrumieniło się z każdej strony.

Następnie wrzucamy warzywa, podsmażamy chwilę.

Wlewamy wino i gotujemy około 10 minut, by cały alkohol odparował.

Dokładamy cebulę, lekko solimy i pieprzymy, zmniejszamy ogień, przykrywamy i dusimy, od czasu do czasu mieszając.

Po około 1,5 h, otrzymamy taki efekt.

Po 3 i pół 4 godzinach duszenia pod przykryciem odkrywamy naczynie i oto, co powinno ukazać się naszym oczom.

Lekko zwiększamy gaz i redukujemy ilość płynu w potrawie.

Na koniec doprawiamy solą i pieprzem jeśli to konieczne. Makaron gotujemy al dente i łączymy z sosem. Mięso możemy podać wraz z makaronem lub jako następne/inne danie z pieczywem, lekką sałątką. Pamiętajcie, że sos jest wyrazisty w smaku, nie jest konieczne, żeby makaron w nim pływał, ma nadać mu smak a nie być główną częścią tej potrawy. Jeszcze ostatni szlif- posypanie serem. Smacznego!

Makaron w ziemniaczanym “sosie”

Makaron i ziemniaki. Wiem o czym myślicie, istna bomba węglowodanowa. Zarówno nadmiar jak i niedobór tego składnika pokarmowego nie jest korzystny dla naszego organizmu. Jednak czasem po prostu potrzebujemy większej dawki energii i ten makaron świetnie to zapotrzebowanie zaspokoi. Ze względu na te walory, ale przede wszystkim ze względu na smak, pozwólmy sobie czasem na takie szaleństwo! Pomysł na danie wywodzi się z kuchni neapolitańskiej, jak ostatnio większość potraw w moim jadłospisie 😉 Jest to specyficzny sposób przygotowywania makaronu, który uwielbiam.


Przygotujcie następujące składniki (4-5 porcji):

  • 500 g makaronu
  • 4-5 średnich ziemniaków
  • nieduża cebula
  • papryczka typu peperoncino
  • 4 łyżki startego parmezanu
  • olej
  • woda
  • sól
Pasta e patate to jedno z tych dań, do których używa się różnego rodzaju makaronu. Zdarza się przecież, że gotując, zostaje nam z paczki makaronu jakaś niewielka jego ilość. Ja mam oddzielny pojemnik na takie resztki, które wykorzystuję podczas gotowania między innymi tej potrawy.
Do naczynia wlewam olej, około 5-6 łyżek i szklę na nim cebulę, którą lekko solę, by nie przypaliła się. Pod koniec dorzucam posiekaną papryczkę i króciutko podsmażam.

Dodaję pokrojone w kostkę ziemniaki i podsmażam kilka minut mieszając.

Zalewam wodą, ale tylko tyle by nad ziemniakami było nie więcej niż 0,5 cm płynu, solę i gotuję aż ziemniaki zmiękną.

Gdy już się to stanie dodaję około 300 ml wody i wrzucam makaron.

Gotuję na wolnym ogniu przez jakieś 5 minut pod przykryciem, od czasu do czasu mieszając. Potem odkrywam garnek i dogotowuję makaron, oczywiście aby pozostał al dente. Makaron wchłonie wodę, w razie konieczności dolewajmy jej niewielką ilość, stopniowo.

Ziemniaki rozgotują się i otoczą makaron niczym kremowy sos. Na koniec dorzucam parmezan, mieszam i w razie konieczności doprawiam jeszcze solą.

Danie jest bardzo smaczne, pamiętajcie, że jest również niezwykle sycące, nawet największe głodomory nie są wstanie zjeść jego dużej ilości 😉 smacznego!

Cukiniowy przekładaniec, czyli parmigiana di zucchine

To danie mogłabym jeść ciągle. Po pierwsze cukinia to jedno z moich ulubionych warzyw. Ponad to uwielbiam wszelkiego typu sery. W mojej kuchni często stanowią nie tylko istotny składnik dań, ale pełnią funkcję głębokiej w smaku przyprawy. Pomidory są bardzo wdzięcznym produktem, pasują niemal do wszystkiego. Można je wykorzystywać w różnej postaci, tworzyć dania wytrawne, ale i desery. To niewiarygodne, jak te proste składniki, zestawione ze sobą, tworzą przesmaczne połączenie, czysta alchemia 😉


Do przygotowania dania wykorzystamy:

  • około 1,5 kg niedużych cukinii
  • 700-750 ml passaty pomidorowej
  • około 10 niedużych listków bazylii (ewentualnie czubatą łyżeczkę suszonej)
  • 400 g mozzarelli
  • 50 g parmezanu
  • jajko
  • 2-3 łyżki soli do cukinii
  • łyżeczka soli, pół płaskiej łyżeczki cukru i pieprz- płaska łyżeczka pieprzy, najlepiej grubo i świeżo mielonego
  • olej do smażenia

Zaczynamy od przygotowania cukinii. Myjemy, odcinamy końcówki i kroimy wzdłuż na plastry o grubości mniej więcej 0,5 cm. Zasypujemy solą i odstawiamy na przynajmniej pół godziny, by warzywo oddało nieco wody.

W międzyczasie zabieramy się za pomidorowy sos. Passatę wlewamy do naczynia, podgrzewamy i dodajemy przyprawy. W oryginale nie dodaje się ani cukru ani pieprzu, ale cukier, około pół płaskiej łyżeczki, proponuję dodać, gdy pomidory wydają się zbyt kwaśne, pieprz natomiast, to już moja “fanaberia”, ja po prostu lubię dodać odrobinę ostrej nutki. Po kilku minutach, do gorących pomidorów dodajemy listki bazylii i podgrzewamy jeszcze przez chwilę.

Mozzarellę kroimy w plastry, parmezan ścieramy, rozkłócamy jajko z odrobiną soli.

Nasolone uprzednio plastry cukinii osuszmy i pozbawiamy nadmiaru soli.

Następnie smażymy krótko, na dobrze rozgrzanym tłuszczu, na złoto.

Do prostokątnego naczynia żaroodpornego wylewamy nieco pomidorowego sosu.

Układamy plastry cukinii, tak, by lekko na siebie zachodziły i utworzyły zwartą warstwę i smarujemy je z wierzchu jajkiem. Następnie układamy mozzarellę, smarujemy sosem, posypujemy parmezanem i układamy następną warstwę cukinii i dalej, aż do wyczerpania składników.

Całość zapiekamy około 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Jeśli chcecie podać w zgrabnych idealnych porcjach, polecam danie schłodzić, wtedy bardzo łatwo da się pokroić i takie porcje również najlepiej podgrzać w piekarniku. Najlepiej smakuje ze świeżym, pysznym pieczywem.

Ryżowe pychotki czyli arancini di riso

 Włoskich specjałów ciąg dalszy, oczywiście w neapolitańskim wydaniu. Nazwa arancini pochodzi od słowa arancia, czyli pomarańcza, bo rzeczywiście kolorem i kształtem ją przypomina. Smakowo nie ma jednak nic wspólnego z żadnym owocem. Przekąska jest słona, w tym przypadku mięsna, serowa, lekko pomidorowa, wilgotna, z chrupiącą wierzchnią “skórką”, przepyszna. Występuje także w wersji wypełnionej masłem, bakłażanem, grzybami, kiełbasą i wiele innych. Odstępstwem  jest święto Świętej Łucji obchodzone 13 grudnia, kiedy to przygotowywana jest słodka wersja, ze słodkim nadzieniem, posypana cukrem.


Potrzebne składniki:

  • 250 g ryżu
  • 30 g startego parmezanu
  • 2 jajka
  • szczypta szafranu (można zastąpić naparem z nagietka lub szczyptą kurkumy)
  • sól, pieprz
  • 150 g mielonej wołowiny
  • 150 ml przecieru pomidorowego
  • mała cebula
  • 50 g zielonego groszku (może być z puszki)
  • 60 g sera provolone (ale może być też na przykład mozzarella)
  • bułka tarta
  • olej do smażenia

Ryż gotujemy na sypko, soląc pod sam koniec. Do niewielkiej ilości gorącej wody (4-6 łyżek) wrzucamy szafran, by uzyskać złoty płyn, który łączymy z ryżem. Do lekko ciepłego jeszcze ryżu dodajemy jajko i starty parmezan.

Rozkładamy ryż na płaskiej powierzchni, tworząc warstwę ryżu o grubości ok. 0,5 cm. Odstawiamy na przynajmniej 30 minut. Ryż lekko wyschnie, połączy się z serem i jajkiem.

W międzyczasie podsmażamy mieloną wołowinę z cebulką, łączymy z przecierem pomidorowym i maksymalnie redukujemy ilość wody, uważając jednak by nie przypalić mięsa; przyprawiamy solą i pieprzem. Przygotowujemy groszek, na mniejsze cząstki kroimy ser.

Porcję ryżu, wielkości piłeczki pingpongowej układamy na dłoni i robimy zagłębienie, do którego wkładamy mięso w pomidorach, ser i zielony groszek.

Ryżowa mikstura jest dość kleista, jednak nie rozciąga się jak ciasto, dlatego jeśli pozostaną lub powstaną dziury w formowanych kulkach, po prostu zalepiamy je dodatkową, niewielką porcją ryżu.

Na koniec obtaczamy w rozkłóconym jajku, a następnie bułce tartej.

Smażymy w głębokim, mocno rozgrzanym oleju, ale na średnim ogniu, by temperatura miała szansę dostać się do środka i rozpuścić ser, po około 2-3 minut z każdej strony.

Nie smażmy jednak za długo. Panierka sprawia, że arancini utrzymują temperaturę w środku, więc dojdą także już po wyjęciu z olejowej kąpieli.

Drożdżowy róg obfitości z rzepą brokułową i kiełbaską

Cornettone salsicce e friarielli- długo zastanawiałam się jak przetłumaczyć nazwę tego dania, w którym zakochałam się w trakcie moich neapolitańskich wojaży. Trochę poniosła mnie moja translatorska wyobraźnia, ale co tam! 🙂 Cóż niezwykłego jest w drożdżowej bule z kiełbasą? Otóż cała wyjątkowość leży w tajemniczej rzepie brokułowej, o wdzięcznej, używanej w Neapolu nazwie- friarielli.

Moja kulinarna miłość, którą niestety ciężko u nas kupić. Jesień to sezon na tą roślinę z rodziny kapustowatych. Wbrew nazwie, moim zdaniem, ani nie smakuje jak rzepa ani jak brokuł, choć jeśli miałabym doszukiwać się podobieństwa, to stawiam na brokuła. To taka przyjemnie gorzkawa sałato-kapusta. 🙂

Najbardziej popularne zestawienie, z którym się spotkałam, to friarielli zasmażane z czosnkiem i ostrą nutą papryczki ze smażoną kiełbaską. Takie połączenie trafia często do zupy, na pizzę, czy do środka”bułki”, którą dzisiaj Wam proponuję. Ryzykowne posunięcie skoro nie da się zdobyć głównego składnika… ale uwierzcie, że w zastępstwie świetnie sprawdzi się zwykła kapusta, włoska kapusta. czy szpinak.


Składniki na ciasto, które trzeba przygotować 2 godziny wcześniej, by ładnie wyrosło:

  • 700 g mąki
  • 1 jajko
  • 20 g drożdży
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • płaską łyżeczkę soli
  • 500 ml letniej wody

Reszta składników to:

  • 500-700 g świeżego friarielli (szpinaku)
  • 2 ząbki czosnku
  • 500 g kiełbasy- w oryginale jest to surowa kiełbaska na świeżo przysmażana, ale ja użyłam neapolitańskiego, czyli pikantnego salami. Możecie użyć ulubionej wędliny o wyrazistym smaku.
  • 50 g parmezanu
  • 400 g sera typu provolone, lub innego, który dobrze się rozpuści podczas pieczenia, najlepiej jeśli byłby przynajmniej lekko podwędzany. Możecie też wymieszać różne gatunki.
  • sól
  • pół łyżeczki płatków chili
  • olej

Najpierw naszykowałam ciasto, do tego najlepiej wykorzystać robota kuchennego, ale ja wyrabiałam ręcznie i też wyszło super. Najpierw w misce łyżką wymieszałam 500 g mąki z jajkiem, oliwą, solą i rozpuszczonymi w ciepłej wodzie drożdżami. Mieszałam dość długo, aż konsystencja stała się aksamitna. Następnie dodałam resztę mąki i ręcznie wyrabiałam, aż ciasto stało się gładkie, sprężyste i cały czas lekko kleiste. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce na około 2 godziny.

W międzyczasie lekko rozdrobniłam friarielli. Na patelni i lekko rozgrzanym oleju krótko podsmażyłam wyciśnięte ząbki czosnku, a następnie dodałam całą zieleninę i krótko dusiłam, by pozbyć się wody. Na koniec dodałam chili i sól, ostudziłam.

Pokroiłam ser, kiełbaskę i wszystko ułożyłam na rozwałkowanym cieście.

Zwinęłam i przełożyłam na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, układając w kształt półksiężyca.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 220 stopni na 10 minut, potem zmniejszyłam temperaturę do 180 i piekłam 10-15 minut. Świetnie smakuje na ciepło i na zimno.

 

Carbonara w wersji klasycznej

Nie jest chyba tajemnicą, że Włochy to mój ulubiony kierunek na zagraniczne wakacje, a z przepisów tamtejszej kuchni często i chętnie korzystam. Makaron carbonara to klasyka, jednak w Polsce z uporem maniaka dodaje się do niej śmietany, która nie jest w tym przypadku ani wymagana, ani pożądana. Odpowiednio przygotowane danie będzie wilgotne i kremowe i bez śmietany. Rodzaj makaronu oczywiście także ma znaczenie, klasycznie do carbonary używa się spaghetti, bucatini lub rzadziej tagliatelle. Może się Wam to wydawać mało ważne, ale uwierzcie, że dla włochów te reguły są święte.


Na 200 g makaronu z rodzaju tych, wymienionych powyżej, przygotujcie następujące składniki:

  • 100-150 g pancetty- suszonego boczku albo guanciale, czyli podgardla lub po prostu naszego swojskiego wędzonego boczku
  • 2 jajka
  • około 80 g sera pecorino (ewentualnie parmezanu lub grana padano)
  • sól i pieprz

Gotujemy makaron w dużej ilości wody, soląc dopiero pod koniec. Równolegle wolno podsmażamy pokrojoną w kostkę pancettę. Jeśli jest zbyt chuda możemy dodać około łyżki oleju, by skwarki ładnie się przyrumieniły.

Jajka rozbijamy ze startym na małych oczkach tarki serem, solą i pieprzem. Na sól uważajcie, ser i pancetta są już bowiem słone.

Ugotowany i odcedzony makaron dorzucamy na patelnię ze skwarkami. Odcedzając, zachowajcie około 0,5 litra wody z gotowania. Makaron dokładnie mieszamy z zawartością patelni, wyłączamy ogień i dodajemy jajka z serem, nieustannie mieszając, by nie zrobiła się jajecznica. Gdy potrawa staje się zbyt kleista, dolewamy wodę z gotowania, po trochu, aż makaron stanie się luźny i wilgotny. Podajemy ze świeżo mielonym, a najlepiej utartym w moździerzu czarnym pieprzem.